|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
1.
[ Copy this | Start New | Full Size ]
![]() ![]()
|
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
To był mecz obie drużyny ani przez chwile nie pozwalały nam się nudzić jak i 18 tysiącom ludzi zgromadzonym TD Garden . Co w tym wszystkim najlepsze? Wkońcu oglądaliśmy Knicksów którzy potrafią bronić. Zatrzymanie Celtów na 87 pkt nie jest łatwym zadaniem lecz podopieczni Mike'a Di Antoniego wywiązali się z tego na 5+, zresztą obie drużyny grały mocno w defensywie. Boston nie pozwolił Knicksom narzucić swojego tempa gry w związku z czym, zatrzymali ich na 85 pkt (przy średniej z sezonu 106.5). Knickerbrokers "zaczeli" ten mecz z dużym osłabieniem, Melo po 1:30min spędzonych na parkiecie musiał opuścić parkiet ponieważ zaliczył 2 faule, ale NY nie miał zamiaru po nim płakać i przez całą kwarte dotrzymywali kroku Celtom za sprawą m.in. Bila Walkera który w tej odsłonie meczu zdobył 7pkt (3-5). Natomiast w ekipie Bostonu wynik trzymał nie kto inny jak Paul Pierce i Rajon Rondo ta dwójka zdobyła w pierwszej kwarcie nieco ponad połowe pkt zdobytych przez całą drużynę. Miałem nadzieję że wkońcu zobaczę Rondo z serii z Cavaliers z zeszłego roku, po obiecującej pierwszej kwarcie (6pkt) rozgrywający Celtics zwolnił tempo i przez resztę meczu zdobył tylko 4pkt i dołożył 8 asyst nie jest to wynik zadowalający biorąc pod uwage niesamowite możliwości tego zawodnika.
W drugiej odsłonie mogliśmy podziwiać popis umiejętności Carmelo Anthonego i defens Knicks którzy ograniczyli Boston do zaledwie 15pkt w 33.3% !!. Melo był poprostu nie do zatrzymania aplikując słabo spisującej się w tej kwarcie defensywie bostonu 12pkt. Paul Pierce został w tej kwarcie zdetronizowany przez Melo nie zdobywając żadnego punktu (0-3) a grę Celtics prowadził Ray Allen i znowu Rondo. Podobał mi się przedewszystkim Amare Stoudemire który ani przez chwile nie dał oddechu "czwórkom" Bostończyków, Kevin Garnet w obydwu kwartach dał Celtics tylko 8pkt przy 12 Stata. Pierwszą połowę odziwo dla mnie zdecydowanie wygrali Knicks dzięki dobrej selekcji rzutów i mocnej defensywie i to oni zaczynali drugą połowę z lepszym komfortem psychicznym który chyba zbyt dobrze na zawodników z Nowego Jorku nie podziałał dobrze bo w 3 kwarcie role się odwróciły. Boston zaczął grać swoją koszykówkę zmniejszając stratę na koniec trzeciej kwarty do 5pkt i zatrzymując Knicks na 13 oczkach, głównie za sprawą Raya Allena. Melo został całkowicie zdominowany przez Pierce'a zdobywając 1pkt (1-8). Po dobrej drugiej kwarcie Nowy Jork nie był wstanie ponownie narzucić swojego stylu gry a obrona Celtics skutecznie powstrzymywała kolejne ataki Knicks. Słaby okrej z grze Melo przedłużał się i trwał również w czwartek kwarcie, znowu zdobył tylko jeden pkt. a grę Knicks prowadził Amare Stoudemire który był nie do zatrzymania dla Kevina Garnett'a i zdobył 12pkt (6-7). Jermaine O'neal przy stanie 82:80 dla Knicks trafił bardzo ważny rzut z pomalowanego a ze strony Knicks przy stanie remisowym Toney Douglas oddał celny rzut za 3pkt. Boston miał jednak sporo czasu na rozegranie akcji która przyniesie punkt i tak też się stało wspaniale podał Rajon Rondo a Kevin Garnett zakonczył akcje z góry. Nowy Jork musiał odpowiedzieć dobrze przeprowadzoną akcją którą zawalił Carmelo Anthony popełniając ofensywny faul na fantastycznie kryjącym go Piercie. Celtics nie mogli zmarnować tej szansy i decydujący cios na 11,6 sekundy przed końcem meczu zadał Ray Allen, zawodnicy Knicks mieli okazję na doprowadzenie do dogrywki lub odniesienie zwycięstwa i wybrali tą drugą opcje ale niecelną trójką mecz skończył Carmelo Anthony. Po dzisiejszym widowisku pozostaje mi mieć nadzieję że defensywa Nowego Jorku nie ograniczy się tylko do dzisiejszego meczu ale do całej reszty spotkań bo dzięki temu będziemy świadkami naprawde zaciętej rywalizacji takiej jak ta dzisaj. Melo nie może pozwolić tak się ograniczyć przez Paula Pierca a Kevin Garnett musi znaleśc sposób na Stata. Jak wspominalem wcześniej bardzo liczę że Rajon Rondo pokaże swoją dyspozycję z zeszłego roku i będzie wkręcał w parkiet każdego obrońce.
środa, 13 kwietnia 2011
Lakers przełamali serię pięciu porażek z rzędu utrzymując jednocześnie drugą pozycje na zachodzie. Przed meczem Kobe otrzymał od Mitcha Kupchaka nagrodę za naljepszego gracza miesiąca. Źle ten mecz z pewnością będzie wspominał Andrew Bynum który w drugiej kwarcie doznał kontuzji prawego kolana. Nie są to dobre wieści dla Jeziorowców przed Playoffs, jednak niewiadomo jeszcze jak poważna jest to kontuja i ile czasu center LA będzie poza grą. Lakers mieli ułatwione zadanie i nie mogli przegrać tego meczu ponieważ Greg Popovich postanowił dać odpocząć swoim trzem gwiazdom, a więc nie mogliśmy obejrzeć na parkiecie Tonego Parkera, Manu Ginobiliego i Tima Duncana. Gra Spurs bez swoich gwiazdeczek powinna zadowalać przecież przegrali tylko różnicą 9pkt. Najlepszym strzelcem "Ostróg" był Gary Neal rzucająć Lakersom 16 oczek a DeJuan Blair zaliczył 17 w sezonie double double zdobywając 12pkt i 11 zbiórek. W sumie to cała ekipa Spurs zagrała równo. Kulała tylko skuteczność całej drużyny która wynosiła tylko 35.2%. Ze strony Lakers dobre zawody zaliczył Kobe Bryant zdobywając 27pkt i wkońcu Lamar Odom który zastąpił Bynuma dając Lakers 23pkt i 7 zbiórek. Na deskach popisał się Pau Gasol zdobywająć 17 zbiórek i jednocześnie zaliczając 42 double double w sezonie. Niewiem czy dzisiejszy mecz zadowala Lakers przed PO, wolałbym zobaczyć ten pojedynek gdyby Ostrogi grały pełnym składem, no ale bądź co bądź nie ważne w jaki sposób i z kim liczy się każda wygrana.
Chicago kontynuuje serię 8 zwycięstw z rzędu i razem ze Spurs mają taki sam bilans w lidze. Ja już nie wiem jak mam opisywać lidera byków, Derrick Rose zaliczył kolejny dobry mecz zdobywając 26pkt i tylko utrzymał mnie w przekonaniu że niema w tym sezonie innego kandydata na MVP. W ekipie z NY nie wystąpił Amare Stoudemire którego oszczędza Mike D'Antoni. Knicks bez swojego podkoszowego zaprezentowali się nienajgorzej przegrywając 13pkt, ich gra wkońcu zaczyna się układać. Bulls całkowicie zdominowali walkę na deskach zdobywająć 51 zbiórek z czego prawie połowa należała do Carlosa Boozera (22) przy 33 Knickerbockers. Przed chwilą wspominany Boozer dołożył do swojego konta jeszcze 14 pkt i zaliczył 30 D-D w sezonie. Dobre zawody rozegrał również Luol Deng zdobywając D-D 23pkt i 10 zbiórek a 13 pkt dołożył Joakim Noah. Ze strony Knicks wyróżnił się oczywiście Melo aplikując Bykom 21pkt dzielnie wspierał go Bill Walker który wciągu 22minut spędzonych na parkiecie zdobył 18pkt i pobił swój Season High w Field Goal Attempted (12). Jak wspomniałem wcześniej Byki zrównały się bilansem z San Antonio i jeśli obie drużyny wygrają swoje ostatnie mecze pierwszą drużynę ligi wyłoni losowanie. Dodam jeszcze że Portland zwycięstwem nad Memphis którzy grali bez Randolpha i Allena zapewnili sobie 6. pozycje na zachodzie. Możliwe że był to ruch taktyczny ze strony Mempis żeby trafić na wygodniejszego rywala w pierwszej rundzie PO. Mamy już wiosnę wszystko budzi się do życia, drzewa i kwiatki kwitną . Najwyraźniej wiosenna aura udzieliła się nie tylko matce naturze ale także dwóm zawodnikom NBA. Mowa tu Leandro Barbosie i Reggim Evansie. Zresztą zobaczcie sami, czyż nie pasują do siebie? :)
wtorek, 12 kwietnia 2011
Mimo iż pozostało do rozegrania pare meczy na wschodzie poznaliśmy już pary które zagrają se sobą w PlayOffs. Zapraszam do zapoznania się z krótką lekturą na temat szans poszczególnych drużyn i małą garść statystyk.
W tym meczu faworyt jest chyba jeden. Derrick Rose i spółka powinni gładko przejść przez tą serie z Indianą. Chicago wygrali z Indianą 3 z 4 meczów średnią różnicą 17,6 pkt i raz przegrali róznicą 7pkt. Lider Byków zdobywał przeciwko tej drużynie 27pkt natomiast lider Indiany czyli Danny Granger wypada gorzej na tle Rose'a i notuje przeciwko Bulls 20pkt. Również ławka i siła podkoszowa Bulls prezentują się lepiej w stosunku do Pacers. Myślę iż wynik tej serii będzie oscylował pomiędzy 4:0 a 4:1 dla Bulls. Moim zdaniem Pacers nie będą wstanie wyrwać więcej niż jeden mecz i to na właśnym parkiecie przeciwko Chciago Bulls.
Miami wygrali wszystko co się dało przeciwko 76ers i są moimi faworytami w tym starciu, zresztą chyba nie tylko moimi. Średnia róznica którą zwyciężali Heat to 13,6. Wielka Trójka: Lebron James, Dwyane Wade i Chris Bosh notowali odpowiednio 22.7, 30.7, 17,7 PPG przeciwko Philadelphi. Elton Brand przeciwko Boshowi notuje tylko 10 pkt i 8,3 zbiórki na mecz i tutaj przewage ma oczywiście Miami. Pozostali z odważe się to tak nazwać "małej trójki" Andre Iguodala i Jrue Holiday odpowiednio 13,3 i 9.3 PPG. 4:0 dla Heat jest od początku przeznaczeniem tej serii i nie widze szans dla 76ers u siebie a tymbardziej na wyjeździe w Miami. Bo chyba na nikim w tym momencie nie ciąży taka presja mistrzostwa jak na Lebronie Jamesie i na jego dwóch towarzyszach.
Śmiałem się z kolegą z Knicks że zaczeli wkońcu dobrze grać bo boją się starcia z Bostonem, a tu proszę Celtics sprawili (nie)miłą niespodzianke i zmierzą się z nimi w pierwszej fazie PlayOffs. Billups, Douglas, Melo, Amare vs. KG, Allen, Pierce, Rondo, to będzie pojedynek. Gdyby tylko Knicks mieli mocniejszą ławke napewno polałaby się krew a tak wątpie czy wyżej wymienieni zawodnicy będą wstanie sami pociągnąć minimum 4 mecze z minimalnym wsparciem z ławki. Doc Rivers natomiast niema takiego problemu. "Big Four" z Bostonu notuje przeciwko Knicks 77,3 PPG. Nie będę pisał o graczach z NY ponieważ 3 z 4 wymienionych przeszło niedawno do NY. W sezonie 2010/2011 Celtics wygrali wszystkie 3 mecze przeciwko Knicks i z wiadomych powodów oni są faworytem tej rywalizacji. Mój typ? 4:2 dla Celtics.
Orlando Magic vs. Atlanta Hawks Mam mieszane uczucia co do tego starcia. Magic przegrali sezonową rywalizację 3-1 średnio 6pkt. Z tym że "Nowe Magic" zagrało z Atlantą tylko raz i przegrali ten mecz tylko 3pkt. Dwight Howard będzie miał godnego przeciwnika jaki bez wątpienia jest Al Horford obaj Panowie notują przeciwko sobie odpowiednio 19.3 PPG, 14.3 RPG, 16.8 PPG, 8.8 RPG. Joe Johnson notuje przeciwko Orlando 19.3pkt na mecz a Josh Smith 17,5 ten drugi bez wątpienia będzie wyzwaniem dla Brandona Bassa. Kluczową postacią przeciwko Atlancie może być Jameer Nelson który notuje średnio 19 PPG. W ostatnim meczu przciwko Atlancie Nelsol rzucił 20 oczek a Kirk Hinrich odpowiedział tylko 5. Ciężko wytypować zwycięzcę tego pojedynku, Atlanta przegrała 5 ostatnich meczów i w PO zazwyczaj nie pokazują nic i ten fakt przemawia do mnie za Orlando. Myślę że Orlando wygra 4:2.
Zapraszam do dyskusji na ten temat w Shoutboxie lub komentarzach :)
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Mimo iż Perkins już od prawie 2 miesięcy nie gra w Bostonie to pewnie dajej pała nienawiścią do Lakers, a Kobe nie zapomina swoich starych wrogów. Sytuacja z połowy 2 kwarty jak Gasol przeszedł po zasłonie a raczej murze postawionym przez Bryanta zdenerwowała Perkinsa i oglądając ten mecz czułem, że to się tak skończy.
Oczywiście jak to w takich sytuacjach bywa Black Mamba i Perkins dostali po faulu technicznym, był to 15 w sezonie taki faul Bryanta, ale kogoś tu brakuje... Ron where are you?
Gdzie się podziała drużyna która po All-Star Weekend wygrywała praktycznie wszystko co się da? O ile porażki z Denver i Utah nie były wielkie i nie było zbytnio powodów do zmartwień to dzisiejsza porażka z OKC już nie wyglądala ciekawie a szczególnie ostatnia kwarta w wykonaniu ekipy z L.A. była fatalna, ale nie o tym chcę napisać. Steve Blake nie wnosi z ławki rezerwowych do ataku lakers nic. 2.6 pkt w ciągu średnio 18 minut spędzonych na parkiecie i skuteczności .357 (0-5 z Golden State) w ostatnich pięciu przegranych meczach nie napawa optymizmem, nie jest on co prawda główną opcją ofensywną, bardziej przypisuje mu się role zadaniowca ale i to mu nie wychodzi w ostatnich meczach najlepiej. Co będzie jeśli przyjdzie mu się mierzyć z Westbrookiem lub na tą chwile Chrisem Paulem? Fakt faktem zostaje jeszcze Derek Fischer i Shannon Brown, z tym że czy oni dadzą rade takiej klasy rozgrywającemu? Raczej nie bo jak widzieliśmy wczoraj Westbrook zaaplikował Lakers 26pkt. . Zostaje nam jeszcze słaba dyspozycja i przyprawianie o palpitacje serca starego Phila, Rona Artesta i po wczorajszym kiepskim występie: Lamara Odoma. Chociaż o ile ten pierwszy szuka dobrej dyspozycji od początku tego sezonu i powoli się do tego przyzwyczajam to Lamar Odom wnosił bardzo wiele a ostatno gra raczej w kratke 8pkt przeciwko Warriors i tylko 7 w tak ważnym meczu jak wczoraj, Nowe show w TV czy poprostu słabszy okres? Tego niewiem ;) Dosyć tego narzekania. nie wszystko w grze i dyspozycji Lakers zasługuje na krytykę a ja do dobrych krytyków nie należe, w związku z tym teraz troche pozytywnych aspektów czyli przedewszystkim Andrew Bynum. Co mogę napisać prawdziwy lew na deskach: 23 zbiórki z Utah 17 z Warriors i 16 z Denver, w ostatnich 5 meczach notuje bagatela 15 RPG i takiego właśnie Andrew Lakers będą potrzebować na PlayOffs i na taką jego grę właśnie czekałem. Dodając do tego Bryanta i Gasola pozostaje mi stwierdzić że ta trójka (i jak napisałem wyżej grający w kratke Lamar Odom) ciągnie w ostatnich meczach ekipe z "Miasta Aniołów". Nawiązując do średnich sezonowych statystyk to może Gasol gra troche słabiej na tablicach ale tak pozatym to nie mogę się przyczepić. Od Kobiego oczekuję się dobrej postawy w meczach z zespołami pretendentującymi do mistrzostwa a takim moim zdaniem bez wątpienia jest OKC... no może nie do mistrzostwa ale są teamem który może troche namieszać, przecież rok temu mało nie odesłali Lakers na ryby, i taki mecz zaliczył z ekipą Kevina Duranta albo Russela Westbrooka? Nie ważne. ważne za to jest że Kobe zaliczył 31 pkt i gdyby nie jego m.in dobra skuteczność Lakers nie mieli by czego szukać w tym meczu. Bez wątpienia Lakers są w kryzysie, raczej nie odpuszczają końcówki sezonu bo przecież w każdej chwili mogą spaść na trzecią pozycje na rzecz Dallas. Kibicuję tej drużynie i mam nadzieje że wkońcu wybudzą się z pięcio-meczowego snu a przecież pojutrze mecz z San Antonio i ostatnia szansa na utrzymanie drugiej pozycji. Martwi mnie ich forma przed PO ale nie zapominajmy że faza rozgrywek posezonowych rządzi się swoimi prawami. Jedno jest pewne Jeziorowcy muszą wziąć się w garść i pokazać że tytuł mistrzowski wcale się od nich nie oddala.
W nocy z soboty na niedziele w Rose Garden Arena w Portland odbyło się coroczne spotkanie pomiędzy najlepszymi nastolatkami USA, oraz reszty świata, czyli Nike Hoop Summit. To spotkanie jest świetną okazją dla młodych graczy na pokazanie swoich umiejętności, a co za tym idzie dostać się w przyszłości do NBA. Przekonali się o tym chociażby Tony Parker, Dirk Nowitzki, a już w niedługim czasie może się o tym przkonać nasz rodak Mateusz Ponitka. Polak na codzień reprezentujący warszawską politechnikę zdobył 17 punktów był najlepszym strzelcem zespołu reszty świata i razem z Bismackiem Biyombo (12 punktów, 11 zbiórek i 10 bloków) zrobili najlepsze wrażenie z zawodników reprezentujących drużynę World Select. Oglądając to spotkanie i grę polaka widać, że zna swoje mocne i stara się je wykorzystywać jak najczęściej. Mimo, że gra na pozycji rzucającego obrońcy
Popatrzyłem sobie na komentarze na różnych stronkach www na ten temat i zobaczyłem, że ludzi bardzo sceptycznie podchodzą do jego bardzo wielkiego sukcesu już z góry zakładając, że będzie kolejnym wielkim zmarnowanym talentem. Jedank uważam, że tak wcale nie musi, a nawet nie ma prawa się stać, gdyż już za rok będzie na pewno grał w ekstaklasie, więc ciągle będzie się rozwijał bo gra w drużynie stawiającej na młodzież, oraz wygląda na naprawde spokojnego i poukładanego gościa, któremu sodówka do głowy nie uderzy. Czytając wypowiedzi na temat występu Ponitki nadziałem się również na wypowiedź naszego rodzynka w NBA Marcina Gortata, który powiedział, że Ponitka już powienien zostać dołączony do seniorskiej kadry i pojechać z nią na tegoroczny Eurobasket na Litwie i ja osobiście jestem jak najbardziej za. Uważam, że nie chodzi nawet o to, że będzie mógł nabrać doświadcznia co zaprocenuje w przyszłości, ale o to, że byłby strasznie przydatny w rotacji drużyny, która przecież ma problem z rzucającymi obrońcami. Prócz Ponitki w Nike Hoop Summit wystąpił również inny polak, także ogromny talent Przemysław Karnowski, jedank z powodu lekkiej kontuzji kostki nie pograł sobie zbyt dużo i zdobył 2 asysty, oraz zaliczył 1 stratę. Obaj polacy według amerykańskich ekspertów mają duże szanse na wybranie ich w drafcie do NBA, jednak będą musieli na to jeszcze poczekać, a ich rówieśnicy i rywale z niedzielnego spotkania już mają zaklepane miejsca na najlepszych uczelniach w stanach i miejsce w drafcie 2012 roku. Jeżeli polacy, którzy grali przeciwko nim, a zwłaszcza Ponitka jak równy z równym to dlaczego on nie miałby się znaleźć w NBA.
Do końca sezonu pozostało już zaledwie kilka spotkań więc już niedługo rozpoczyna się prawdziwe granie w nba. Jednak zanim to nastąpi czekają nas jeszcze emocje związane z przyznaniem indywidualnych nagród za sezon zasadniczy nba. Jak wszyscy zastanawaiamy się nad tym kto zgarnie najważniejsze nagrody w tym sezonie. Nasze typy na pierwsze trójki w poszczególnych kategoriach: MVP 1.Derrick Rose (25.1 PPG,4.10 RPG, 7.9 APG) - chyba nikogo tutaj nie zaskoczyłem. Progres jaki przeszedł w tym sezonie Rose i Bulls nie zostawiają wątpliwości komu ta nagroda należy się najbardziej. Byki kontynuują serię 5 zwycięstw i mają praktycznie zapewnione 1 miejsce na wschodzie pierwszy raz od czasu ery Michaela Jordana. Ojcem tego sukcesu jest oczywiście Rose. To co robi w tym roku z obrońcami NBA przypomina jego ostatni rok studiów na uczelni kiedy to zdobył mistrzostwo NCAA. Rose w tym sezonie notuje średnio 4,3 PPG 1.9 APG i 0,4 RPG więcej niż w poprzednim sezonie. Również rzut za 3 lider drużyny z "Wietrznego Miasta" postanowił poprawić (0.333)(123-369). Sami chyba widzicie że ta nagroda nie należy się nikomu innemu niż jemu.
2. Kobe Bryant (25.1 PPG, 5.10 RPG, 4,7 APG) - Kobe kończy swój 15 sezon zasadniczy na parkietach NBA i w dalszym ciągu jest to sezon na najwyższym poziomie. Black Mamba mimo 32 lat cały czas pokazuje młodszym zawodnikom jak to się robi w najlepszej lidze świata. Mimo tego iż Lakers nie mają już szans na "jedynke" w konferencji zachodniej to gdzie by teraz była ta drużna bez niego? Mimo iż Kobe notuje minimalnie gorsze statystyki niż sezon temu cały czas pozwala mu to być liderem drużyny.
3. Dwight Howard (23.1 PPG, 14.10 RPG, 1.3 APG) - bez Cartera, Pietrusa, Lewisa za to z Arenasem, Richardsonem i Turgoklu Dwight a.k.a. Superman objął role prawdziwego lidera drużyny. Jak się spisuje w tej roli? Moim zdaniem znakomicie notuje średnio 5pkt i 1 zbiórke więcej niż w zeszłym sezonie. Jednak czegoś mi jeszcze brakuje... zdecydowanie wsparcia kolegów z drużyny, czego efektem jest 4 pozycja na wschodzie. Jeśli zarząd Orlando sprowadzi Howardowi pomocnika formatu All-Star skorzysta na tym sam zawodnik jak i sama drużyna. Zabrakło tutaj Wade'a i Lebrona ale ja w 100% przyznaje racje Jamesowi że Ci dwaj wspaniali zawodnicy nawzajem się wykluczają z wyścigu po tą preztiżową nagrode :)
Rookie Of The Year
1. Blake Griffin (22.5 PPG, 12.2 RPG 3.7 APG) - Tutaj jak w przypadku MVP kandydat jest jeden. Blake Griffin to co pokazał w tym sezonie powalało momentami na kolana. Statystyki w swoim pierwszym sezonie na poziomie D-D świadczą o jego nieprzeciętnych umiejętnościach. Fakt oczekiwałem od niego wiele przed tym sezonem ale chyba nie aż tyle. Donald Sterling nie może przepuścić takiej okazji i wkońcu zbudować skład pod Griffina tak aby młody podkoszowy Clippers mógł ziścić swe marzenia o mistrzostwie. Ale do tego jeszcze długa droga bo jak widzimy na przestrzeni ostatnich lat transfery Pana Sterlinga nie koniecznie były tymi najlepszymi. Jeśli zwycięzca konkursu wsadów poprawi swój rzut z półdyszki będzie go można stawiać na równi z Kevinem Garnettem i innymi, nie pod względem sukcesów i doświadczenia lecz pod względem umiejętności jak najbardziej.
2. John Wall (16.3 PPG, 8.5 APG 4.7 RPG) - Najbardziej oczekiwany gracz od draftu 2003 kiedy to wybrano Lebrona. Rozgrywający Wizards wg. mnie spisuje się nieco poniżej oczekiwań bo liczyłem na 20 PPG wzwyż, ale można mu to wybaczyć ze względu na to iż niema on z kim za bardzo pograć. W przeciwieństwie do Lebrona który miał już w teamie Carlosa Boozera, Zydrunasa Ilgauskasa i Rickiego Davisa, Wall jest w dużo gorszej sytuacji Javal McGee, Andray Blatche czy Rashard Lewis to nie to samo. Jednak gdyby nie Griffin, Wall byłby zdecydowanym faworytem. Przyszły sezon powinien być dla młodego rozgrywającego z Kentucky zdecydowanie lepszy, ogra się w lidze może włodarze Wizards sprowadzą mu kogoś lepszego do duetu i będzie dobrze.
3. Demarcus Cousins (14 PPG, 8.6 RPG, 2.5 ASP) - Przychodząc do Sacramento miał za sobą łatkę najbardziej dominującego gracza z całej klasy draftu 2010 i razem z Tyrekem Evansem mieli stworzyć jeden z ciekawszych duetów młodego pokolenia w NBA. Jednak z powodu problrmów zdrowotnych Evansa Cousins sam musiał często być liderem zespołu Kings. Gdzie jest teraz Sacramento chyba wszyscy doskonale wiedzą jednak najmniejsza w tym wszystkim jest "zasługa" Cousinsa, który grał bardzo solidnie i wykręcał statystyki na przyzwoitym poziomie, a nawet zdarzało mu się nieraz znależć w TOP 10 tygodnia.
Most Improved Player
1. Kevin Love (20.2 PPG, 15.20 RPG, 2.5 APG) - Tutaj rywalizacja nie jest już tak oczywista dla mnie jak w przypadku dwóch pierwszych nagród ale jednak z z lekkim wskazaniem na Kevina, należy mu się ta nagroda. Podkoszowy z Minnesoty z pośród moich 3 kandydatów bez wątpienia zrobił największe postępy. W stosunku do zeszłego sezonu zdobywa 6.2 PPG, 4.2 RPG więcej niż w sezonie 09/10. Biorąc pod uwage to iz prowadzi w klasyfikacji zbiórek, może też dostać nagrodę dla najlepszego defensora ale to się jeszcze okarze.
2. Marcin Gortat - Niemogło tutaj zabraknąc naszego rodzynka w NBA. Czemu na drugim miejscu? Gortat gra bardzo dobrze odkąd przeszedl do Suns, no właśnie "odkąd przeszedł do Suns". Gdyby cały jego sezon wyglądał tak jak w tym momencie to ze względu na jego gre i na to że jest Polakiem :D bez wątpienia umieściłbym go na pierwszym miejscu mojego rankingu. Po wyjsciu z cienia "Supermana" Marcin wykonał ogromny krok do wielkiej kariery. Z niecierpliwością czekam na następny już sezon i na to co pokaże nasz zawodnik na parkietach najlepszej ligi świata.
3. Aaron Afflalo - Gracz, który w zeszłym sezonie miał za zadanie krycie najważniejszych obwodowych rywali i bieganie sobie, gdzieś tam w ataku, w tym dostał kredyt zaufania od trenera Geogra Karla i zaczął coś wreszcie znaczyć w ataku. Zaczął wreszcie wykorzytywać atuty dzięki, którym był kimś na uczelni UCLA, czyli bardzo dobry jumpshot z półdystansu oraz za 3 co bezpośrednio przełożyło się na jego zdobycze punktowe, które teraz średnio wynoszą 12.6 i w porównianiu z zeszłym gdzie rzucał 8.8 punkta na mecz wypada całkiem przyzwoicie. Coach of the Year
Tom Thibodeau - Nie żebym faworyzował w tym artykule ludzi związanych z Bulls ale chyba mam ku temu powody. Bulls zrobili fantastyczny ruch zatrudniając byłego asystenta Doca Riversa. Ze stanu 41-41 i 8 pozycji w konferencji wschodniej Byki z pierwszej pozycji wchodzą do Playoffs. Są zaraz za Bostonem najlepiej broniącym teamem w całej NBA a zawodnicy wypowiadają się o nim w samych superlatywach. Thibodeau odwalił kawał dobrej roboty i Bulls są na najlepszej drodze do powrotu na tron.
Greg Popovich - Wkońcu oglądamy takich Spurs jakich powinniśmy oglądać. Po 3 słabszych sezonach wyszli z cienia Lakers i to oni obok Jeziorowców są głównymi kandydatami do finału konferencji zachodniej.
Phil Jackson - Stary dobry Phil poraz kolejny udowadnia że jest najlepszym trenerem w historii. Mimo iż nie ma już wolnego miejsca na rękach na pierścienie mistrzowskie z dużym powodzeniem dąży po kolejny. Niestety jest najprawdopodobniej to jego ostatni sezon w NBA, jednak Phil mówił o tym wiele razy i tego do końca nie możemy być pewni. Nie wiem czy ja to tylko zauważyłem ale "Zen Master" zdobywał mistrzostwa cały czas z drużynami które miały w swoich składach super gwiazdy: Michael Jordan, Kobe Bryant, Gasol, Pippen, Shaq, czy inni. Jednak inną sprawą jest mieć na papierze najlepszy team w lidze a inną umieć go dobrze poprowadzić tak jak robi to Phil Jackson
wtorek, 05 kwietnia 2011
Niema chyba w tym momencie ludzi szczęśliwszych od nich, Kemba Walker i spółka po niesamowitym meczu walki i znakomitej obrony zwyciężyli z Butler w hali w Houston i zostali mistrzami NCAA. Poniedziałkowy finał był jednym z najbardziej niespodziewanych w historii. Żaden z ekspertów, a nawet sam Barack Obama nie obstawiali drużyn UCONN oraz Butler w kontekście walki w Final Four, a co dopiero w kontekście wielkiego fianłu rozgrywek akademickich. Obie drużyny skazywano na odpadnięcie gdzieś na początku Tournamentu. Eksperci uważali, że UCONN nie ma prawa zajść daleko, gdyż ich gra opiera się w większości na dyspozycji Kemby Walkera, a tego typu drużyny w 99% przypadków szybko odpadają z rywalizacji. No właśnie w 99%. Idealnie rozłożone proporcje w zespole przez znakomitego i doświadczonego Jima Calhouna pozwalały błyszczeć każdego wieczoru Walkerowi, oraz dojść ekipie Huskiens do wielkiego finału. Z kolei Butler i ich świetny trener Brad Stevens, który zresztą powinien otrzymać Nobla za to co zrobił z ekipą Butler, która była rozstawiona z nr 8 swojej konferencji i miała być chłopcem do bicia dla wielkich, a utarła wszystkim nosa i dostała się do Final Four, szczyt swoich możliwości mieli osiągnąć rok temu grając w finale z Duke. W lecie na rzecz NBA stracili swoją największą gwiazdę Gordona Haywarda, jednak Stevens do którego osobiście mam wielki sentyment wykonał świetną pracę i wykreował nową gwiazdę... drużynę. Oparł grę zespołu na grze zespołowej i znacznie poprawił defensywę co przypomina mi trochę Denver Nuggests po odejściu Melo Anthonego. Jednak wiadomo, że tak łatwo nie ma i ktoś musi rzucać punkty i wziąć na siebie ciężar gry. Tym kimś jest niewątpliwie Shelvin Mack, który był prawdziwą gwiazdą tournamentu ze średnią punktów równą 16, a także Matt Howard, który z gościa od stawiania zasłon przmienił się w drugą opcje ofensywną ekipy Butler dokładając w porównaniu do zeszłego roku do swojego reprtuaru przyzwoity rzut za 3 punkty. Samo spotkanie niebyło może wielkim widowiskiem. Było dużo tzw. brudnej gry, czyli dużo fauli (obie drużyny zaliczyły 32 faule w 40 minut gry), walki na deskach, która spowodowana była dużą ilością niecelnych rzutów, bardzo dużą ilością, obie drużyny bardzo ograniczyły straty co również przekładało się na małą ilość punktów z kontry, jednak był to mecz godny finału i dobrą rozgrzewką przed zbliżającymi się NBA Playoffs. Mecz lepiej zaczeli UCONN, którzy w przeciwieństwie do Butler potrafili zdobywać punkty w różny sposób, a Bulldogs ograniczali się tylko do rzucania za 3 punkty i przedostawania się na linię rzutów wolnych. Po wykorzystanej akcji and one Kemby Walkera (16 pkt. 9 zb) Huskiens prowadzili 13-9, jednak jak w zwyczaju mają Buldogi nie poddawały się i po szybkiej wymianie ciosów i niesamowitym rzucie Macka prowadzili 16:15 i dowieźli prowadzenie ( po małych zmianach) do końca pierwszej połowy po rzucie Shelvina Macka na 4sek. przed końcem, który podciąłby skrzydła niejednej drużynie, ale nie UCONN. Wynik 22:19 dla Butler. Druga połowa to popis wspaniałej defensywy drużyny z Connecticut, którzy wyłączyli z gry jedego z kluczowych graczy drużyny ze stanu Indiana Matta Howarda (7 pkt. 1-13 FG), który nie pograł sobie przy znakomitym tego wieczoru Alexie Oriakhim. Jednak jako pierwsi zaczeli Butler po celnej trójce Chase'a Stigalla podnieśli prowadzenie do 6pkt. I to by było na tyle jeśli chodzi o nich w 2 połowie. Huskies zaliczyli run 13-1 wyszli na 7pkt prowadzenie które skrupulatnie powiększali (momentami prowadzili nawet 14pkt !!). Butler nie potrafili odpowiedzieć żadnym mocnym akcentem trafiając zaledwie 2 na 25 pierwszych rzutów w drugiej połowie i po złożeniu rękawić oddali mistrzostwo przegrywająć 53-41. Jak można się było domyśleć Kemba Walker, który w większości mock draftach jest notowany w TOP 15 wjeżdżał niemiłosiernie w pole 3 sekund drużyny z Butler, kończąc akcje skutecznymi layupami oraz rzutami z 5-6 metra wtedy gdy drużyna najbardziej tego potrzebowała. Zawiódł przede wszystkim duet gwiazd ekipy Bulldogs. Shelvin Mack (13 pkt. 4-15 FG), który po bardzo dobrym meczu pólfinałowym z Virginia Commonwealth w którym miał bardzo dobrą selekcje rzutów nie dał rady pociągnąć drużyny do zwycięstwa, oraz wspomniany wcześniej Howard, którego totalnie zdominował Alex Oriakhi (11 pkt. 11 zb). Cichym bohaterem ekipy UCONN nietylko w fianle, ale w całym Final Four można okrzyknąć Jeremy`ego Lamb`a (12 pkt. 7 zb), który uprzykrzał życie jak tylko mogł podkoszowym Butler. Jim Calhoun zdobył z UCONN 3 tytuł mistrzowski kończąc swój 39 sezon na parkietach NCAA. Ciekawe czy Kemba Walker pójdzie w ślady innych wychowanków tego świetnego trenera i będzie odgrywał znaczną rolę na parkietach zawodowych za oceanem. Warto dodać, że tylko dwóch graczy z poniedziałkowego finału jest w typowaniach do draftu NBA. To wspomniani wcześniej Shelvin Mack (gdzieś pod koniec 1 rundy), oraz Kemba Walker (TOP 15). Dla ciekawych jeszcze recap z tego spotkania:
|